..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Na imię mi Sarnedhel


Na imię mi Sarnedhel jak już wiecie. To elfie imię, ale domieszka tej krwi jest bardzo niewielka w mych żyłach. Urodziłem się pewnej bezksiężycowej nocy dwadzieścia trzy lata temu na pograniczu Imperium i Kislevu. Moja matka była półelfką, ojciec drwalem. Mieszkaliśmy z dala od innych, na odludziu, w małej drewnianej chacie stojącej wśród północnych borów. Oprócz mnie rodzice mieli jeszcze dwie córki. Mirkę o Alię.
Ojciec był dobrym człowiekiem. Często bawił się wieczorami ze mną i z siostrami. Miał wspaniały, zarazem basowy i aksamitny śmiech, który zawsze potrafił wydobyć mnie z żalu i pocieszyć. Nie pamiętam już jego twarzy, ale czasem, gdy patrzę na zachód słońca słyszę jego ciepły, silny śmiech.
Rosłem szybko pod okiem mojej kochanej matki. Pamiętam, że w dzieciństwie, kiedy byłem jeszcze całkiem mały podarowała mi srebrny wisiorek. Jej jedyną ozdobę. Późnej zwykła mawiać, że ochroni mnie on przed cieniem. Moja matka...
Czasy były dobre, puszcza łaskawa, i choć zdarzały się mroźne zimy nie wiodło nam się źle. Życie było wtedy takie piękne.
Pewnej nocy coś mnie zbudziło. Wstałem i wyjrzałem przez wąskie okienko, ale nic tam nie było. Otworzyłem drzwi i wyjrzałem. Świat skąpany był w czerwonej poświacie Morslipa. Krwawy księżyc stał w pełni. Ciarki przebiegły mnie od bosych stóp, aż po czubek głowy. Matka ostrzegała mnie przed nim. Mówiła, że kiedy świeci nie wolno mi wychodzić z domu i za żadne skarby nie powinienem wchodzić w cień lasu.
Coś jednak pchało mnie do przodu. Coś przyzywało w stronę mrocznego lasu. Ostrożnie postawiłem stopę na ganku. Chłodny wiatr owiał moje półnagie ciało. Deski zaskrzypiały złowrogo. W powietrzu wirowały zeschłe liście i unosił się dziwny, słodkawy zapach. Powoli, stopień po stopni zszedłem z werandy. Ziemia była wciąż wilgotna po ulewie. Było zimno. Las zdawał się zastygnąć w oczekiwaniu. Mimo chłodnego wiatru, żadne z drzew ni poruszało się.
Wtem, między drzewami coś się poruszyło. Jakiś cień oddzielił się od innych i przybrawszy kształt dziwnej zgarbionej sylwetki, wypłynął na polanę. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego co robi. Ale teraz wiem, że węszył. Węszył świeżą krew.
Nagle kształt wyprostował się i w ciemności zalśniły dwa czerwone ślepia. Spoglądały w moją stronę i choć teraz wiem, że na tle ciemnego domu nie mogły mnie widzieć, miałem wrażenie, że wpatrują się we mnie, jednocześnie pożądliwie i nienawistnie. Odwróciłem się i wbiegłem do domu. Przypadłem do łóżka ojca i potrząsnąłem nim by się obudził. Otworzył oczy i spojrzał na mnie z wyrzutem. Przez chwilę wahałem się czy powiedzieć mu o tym co widziałem. Nie chciałem go męczyć. Ciężko pracował. Przecież mogło mi się przyśnić. Jak ten wilk pod naszymi oknami, pół roku temu. Ale w końcu strach wziął górę i opowiedziałem ojcu o dziwnym cieniu na skraju lasu. Ojciec natychmiast podniósł się z łóżka i poszedł po siekierę stojącą w koncie.
Bałem się. Prosiłem go żeby nie wychodził. Żeby zamknął drzwi i nie wychodził. Ale nie posłuchał. Złapał swoją wielką drwalską siekierę i ruszył w stronę drzwi. Pamiętam jak szedł w swojej białej koszuli nocnej, z potarganą brodą o zmierzwionymi włosami. Przekroczył próg i zniknął.
Zostałem sam w ciemnej izbie. Matka i siostry spały w pokoju obok. Zdawało mi się, że słyszę ich przytłumione oddechy. Cienie kołysały się pod sufitem. Z zewnątrz dobiegł mnie dziwny syk i jakby popiskiwanie, a następnie ostrzegawczy krzyk ojca. Nie pamiętam co krzyczał, ale przeraził mnie. Schowałem się pod łóżko. Czasem myślę, że gdybym wtedy nie schował się, nie stchórzył i pobiegł pomóc ojcu to może by przeżyli. Może coś by to zmieniło. I choć wiem, że miałem wtedy osiem lat i nic nie mogłem zrobić, to jednak... czasem nie mogę spojrzeć na swe odbicie w wodzie.
Widziałem stopy matki i sióstr gdy biegły do drzwi. Słyszałem ich krzyki i przerażający syk tryumfu dobiegający z tamtej strony. Potem wszystko ucichło. Słychać było tylko skrzypienie dachu i świst wiatru. Spróbowałem wyjrzeć spod łóżka i wtem... tuż nade mną ukazał się wielki szczurzy łeb. Cuchnął okropnie i wpatrywał się we mnie tymi przerażającymi czerwonymi ślepiami. To był Stormvermin, choć wtedy nie znałem jeszcze tej nazwy. Złapał mnie za włosy swoją brudną pazurzystą łapą i wywlekł, przez izbę do drzwi i na zewnątrz. Pamiętał, że nie wytrzymałem i popuściłem. Mocz ciemną smugą znaczył obszar podłogi po którym wlekł mnie czarny półszczur- półczłowiek.
Pamiętam moich rodziców i siostry jak siedzieli związani i zakrwawieni pośrodku małego poletka, na którym tej wiosny mieliśmy zasiać rzepę. Dookoła krążyło pełno przygrabionych, szczurzych sylwetek. Niektórzy nosili jakieś pale z lasu. Inni kopali doły.
Pośrodku tumultu cieni, pisków i syków stał biały szczur o okrutnym i przerażająco inteligentnym spojrzeniu. Rysował coś na ziemi swoją długą, czarną laską i co jakiś czas przyklękał sypiąc jakiś czarny proszek, lub wyjmując coś z fałd swojej szarej, postrzępionej szaty i układając to na ziemi. W końcu wyprostował się i spojrzał na mnie. Wtedy po raz pierwszy ujrzałem uśmiech skavena. Zmysły opuściły mnie. Świat zawirował, a ja, targany szlochem i wymiotując z przerażenia i odrazy zemdlałem. Później pamiętam tylko płonący dom, ciemne kształty i ból. Straszny, przeszywający ból. A potem ciemność. Ciemność i chłód nicości.
I wtedy na dnie otchłani, kiedy szaleństwo stało się już przeszłością przyszedł do mnie Hern. Zobaczyłem światło i cienie drzew. Ale nie straszne, mroczne cienie. Te cienie zdawały się szeptać, szeptać o życiu, o trwaniu. Wyrósł nade mną. Był wielki. Miał głowę jelenia i cichy szepczący głos. Nie widziałem go dokładnie, gdyż blask raził mnie w oczy, ale tak jak zapamiętałem śmiech ojca zapamiętałem ten głos. „Nie bój się.”, mówił. I lęk mnie opuścił. „Walcz. Walcz by mrok cię nie pochłonął!”, głos przycichł. „Wracaj do swego świata. Wracaj z mym błogosławieństwem i brzemieniem cierpienia. Wracaj Kamieniu Elfów i pamiętaj, że kiedy pokonasz swój własny cień, żaden inny nie zagrozi ci więcej.”
Obudziłem się obolały i zmęczony. Leżałem w łóżku. Jakiś mężczyzna podał mi kubek z wodą. Wypiłem. Całe moje ciało pokrywały bandaże. Rany były ciężkie, niektóre powinny okazać się śmiertelne. Jednak przeżyłem i wyzdrowiałem całkiem. Prawie całkiem.
Mężczyzna okazał się właścicielem karczmy z pobliskiej wsi. Znalazł mnie na skraju lasu krwawiącego i płaczącego. Zabrał do domu i wykurował. Nazywał się Jon Uberbrotle. Tak to ten sam człowiek, który przed chwilą podał wam kolację przyjaciele. Wieżę iż teraz spojrzycie nań inaczej.
Jak mówiłem przyjął mnie pod dach i wyleczył. Nie zostałem jednak u niego na długo. Po dwóch latach odszedłem do lasu i wracam tu tylko czasami, by sprzedać skóry. Sądzę, że staruszek ma mi to za złe, ale inaczej nie mogę. Las mnie wzywa.
Dziś pozostały tyko blizny. Te na ciele i te głębsze, na duszy. Tak jest moja historia przyjaciele. Drzewa wciąż rosną, wiatr wciąż wieje. I wciąż jest coś do zrobienia na tym świecie. Więc trwam.


Konor.
komentarz[31] |

Komentarze do "Na imię mi Sarnedhel"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   W którym dziale trzeba więcej artykułów?
Bestiariusz
Przygody
Opowiadania
Zdolności
Przedmioty
Profesje
Postacie
Miejsca
Zasady
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Wilkołak
   Wiedźmin
   Elfia Wdzięcz...
   Chart
   Skarb Piramidy
   Tworzenie Pos...
   Świątynia Upa...
   Płomienie Smo...
   Dzieci Rogate...
   Zew Krwi

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.017199 sek. pg: