..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0
Claus Bittermeier wymknął się przez tylnie drzwi gospody "Odpoczynek wędrowca" i zamknął je cicho za sobą. Zapadła już głucha noc i tylko z okien głównej sali, w której biesiadowali przybyli niedawno członkowie oddziału rycerzy Panter z Talabheim, wylewało się jasne światło i przytłumiona fala muzyki, śpiewu i rozmów. Rycerze świętowali. Poprzedniej nocy odnaleźli kryjówkę bandy zwierzoludzi i roznieśli ich na lancach.
Claus zagryzł wargi i zmrużył oczy spoglądając w stronę jasnych okien.
-Tak... - mruknął, poczym odwrócił się i cichcem pomknął w kierunku lasu.

-Pięciu rycerzy, tylu giermków i poczty- jakiś tuzin pachołków, samych wojowników. Dowodzi nimi hrabia Sigismund von Tashelhoff, panie.
Mężczyzna siedzący po drugiej stronie małego ogniska w głębi lasu skinął głową. Clausowi wydawało się, że dostrzega uśmiech w cieniu czarnego kaptura. Ciarki przebiegły mu po plecach.
Drogę ze wsi pokonał szybko, znał las i posiadał atrybut, o którym nie wiedział nikt z jego osady- widział w mroku lepiej od dzikiego zwierzęcia. Dzięki temu Claus nigdy nie bał się lasu i ciemności. Od dziecka zapuszczał się nocą w gęstwinę. Krył się tam przed ojcem, który zawsze bił go, gdy wracał pijany z wyrębu. Ojciec Clausa był drwalem- potężnym, prawie dwumetrowym człowiekiem o czarnej, splątanej brodzie i podkrążonych, wiecznie przepitych oczach.
Kiedyś, przed śmiercią matki było inaczej. Ojciec bardzo kochał matkę... i Clausa. Ale tamto życie odeszło wraz z nią. Teraz Claus nienawidził ojca z całej duszy. Nienawidził ludzi ze swojej wioski, którzy patrzyli jak jego ojciec zakatował jego małą siostrę, jak bił go i poniżał. Patrzyli... i nic nie zrobili. Bali się wielkiego drwala. Ale teraz będą bać się kogoś innego. Claus nauczył się, że jedyną ważną rzeczą jest siła. Nic innego nie miało znaczenia w jej obliczu.
Siedział teraz przed Amonem Strasznym, czarnym magiem, kapłanem Khorne'a i dowódcą oddziału, który już niebawem miał przyjąć go w swe szeregi. Stanie się tak, kiedy wraz z nimi pokona Pantery i... dokona swej krwawej zemsty.
-Dobrze się spisałeś chłopcze. Dowiodłeś swych intencji.- Głos dobywający się z wnętrza mrocznej niczym noc szaty przypominał szelest czarnego jedwabiu.
-Gurht!- Na wezwanie czarnego maga jeden z pobliski pni ożył i podszedł do ognia.
Claus drgnął mimowolnie. Jego niebywała zdolność widzenia w najgęstszym nawet mroku sprawiała, że nie lękał się, jak inni ludzie, lasu nocą. Dziś jednak, kiedy biegł przez gęstwinę nie mógł opanować łomotania swego serca i co chwilę rzucał strachliwe spojrzenia na boki i za siebie.
Teraz Claus doznawał podobnego uczucia. Wojownik Chaosu, którego oślepiony przez płomienie chłopiec nie dostrzegł wcześniej, wszedł w krąg światła. Od stóp aż po szyję zakuty był w czarną, najeżoną kolcami i ostrymi krawędziami zbroję. Zamiast hełmu nosił jednak rogatą czaszkę zwierzołaka. Bestia musiała być ogromna, sam wojownik miał ponad dwa metry wzrostu, a posturą przewyższał nawet ojca Clausa.
Gurht Attassan zwany Młotem Zmierzchu był bohaterem Khorne'a. Niektórzy członkowie oddziału twierdzili, że mógł zostać Ganerałem, lecz wolał wyruszyć wraz z Amonem na jego wyprawę w głąb Imperium. Teraz ściskał w swej opancerzonej dłoni krótki miecz. Kiedy wręczył go Clausowi jego zimne, błękitne oczy zalśniły dzikim, wewnętrznym blaskiem.
-Spraw się dzielnie chłopcze, a zostaniesz moim giermkiem.- przemówił dziwnie ciepłym, głębokim głosem.
-Dziś spełnią się twoje marzenia Clausie.- odezwał się swym nieludzkim szeptem Amon.- Dzięki łasce Pana Krwi pokonamy znienawidzone Pantery i dokonasz krwawej zemsty! Kiedy zabijesz swego ojca staniesz się jednym z nas, a Pan Wojny pobłogosławi cię moimi rękami.
Claus ścisnął skórzaną rękojeść miecza.
-Kiedy zabiję tego psa wykuję wielki miecz godny Wojownika, zahartuję go w jego krwi, a z jego skóry i kości uczynię rękojeść tak, by ma nienawiść nie umarła wraz z nimi i żyła w tej głowni po wsze czasy, ku chwale Pana Krwawej Zemsty!
Amon i Gurht z powagą skinęli głowami. Obaj przeczuwali, że spotkali wybrańca.

Wieś płonęła. Snopy iskier i krzywe słupy czarnego dymu zasnuły nocne niebo. Ogień buchał ze wszystkich okien. Płonący ludzie, których pożar zastał w łóżkach wyskakiwali przez okna i drzwi, by paść wyjąc nieludzko w pył drogi, lub znaleźć śmierć na ostrzach wyznawców Chaosu.
Przed płonącą karczmą "Odpoczynek wędrowca" toczył się pojedynek. Jedyny trzymający się jeszcze na nogach rycerz, hrabia Sigismund von Tashelhoff, uniósł nad głowę swój wielki, zdobiony złotem i srebrem miecz i zamachnął się potężnie. Stojący przed nim Gurht Attassan nawet nie próbował uskakiwać. Rozległ się ostry, metaliczny brzęk, który przebił się ponad huk płomieni.
Ostrze miecza pękło zderzając się z metalowym drzewcem wielkiego młota bojowego bohatera Khorne'a. Młot zatoczył błyskawiczny łuk i podciął nogi rycerza Panter, który zwalił się w pył podwórca przed karczmą. Młot uniósł się nad głowę Gurht'a i ten, z dzikim, mrożącym krew śmiechem spuścił go na głowę nieszczęśnika. Zanim dał się słyszeć zgrzyt giętej blachy i trzask miażdżonej czaszki w oczach hrabiego zapalił się paniczny strach.

Claus stał przed domem swego ojca. Krótki miecz dzierżył obnażony w lewej dłoni. Czekał...
Tej nocy zabił wielu ludzi. Rolnik Hunhein, jego syn i żona, parobek z pobliskiego dworu i dziewka, która spała obok niego, żona i córki wójta, które próbowały uciec do lasu, stary włóczęga, a nawet giermek jednego z rycerzy- przerażone, pełne cierpienia twarze po kolei pojawiały się i znikały w jego umyśle. Dobrze się sprawił tej nocy. Teraz pozostała tylko jedna przeszkoda, jedno znienawidzone życie...
Ojciec Clausa, Jon Drwal jak nazywano go w okolicy, wyszedł zaspany przed dom. Zataczał się lekko, co znaczyło, że jeszcze nie zdążył wytrzeźwieć po wieczornej popijawie. Przekleństwo zamarło mu na ustach, gdy na tle płonącej wsi dostrzegł olbrzyma z mieczem w dłoni. Chwilę wahał się. W końcu sięgnął w bok, po spoczywającą przy drzwiach siekierę. Jego krzepkie ramiona drżały ściskając oręż.
Claus widząc jak ojciec sięga po broń zwątpił na moment we własne siły. Drwal, nawet lekko pijany, był silnym mężczyzną, a Claus nie ukończył nawet piętnastego roku życia.
Wtem przed oczami jego duszy pojawił się spokojnie kiwający głową Amon i w chłopca wstąpiła odwaga. Spojrzał na ręce ojca, znienawidzone dłonie, które zakatowały jego siostrę i tylekroć biły go dotkliwie, teraz drżały. Drżały ze strachu przed jego zemstą, przed siłą jego i jego nowego Pana!
Claus ruszył do przodu. Jego ojciec uniósł siekierę jakby do rąbania drzewa i z łamiącym się okrzykiem zaczął biec w jego kierunku. Claus w dziwny sposób świetnie zdawał sobie sprawę z każdego następnego ruchu swego ojca zanim ten jeszcze go wykonał. Bez trudu uchylił się przed ostrzem wielkiej siekiery i przemknąwszy pod nią wbił miecz aż po jelec w ojcowskie trzewia.
Oczy Jona Drwala rozszerzyły się ze zdziwienia i nagłego bólu. Spojrzał w dół, a jego oczom ukazał się nie olbrzym jakiego widział na tle płonące wsi, lecz jego własny syn patrzący nań z niewypowiedzianą nienawiścią i okrutną satysfakcją.
Claus wyszarpnął miecz i odstąpił krok do tyłu. Krew buchnęła na podbrzusze ojca i pociekła gęstą strugo po jego nogach, by rozlać się rosnącą kałużą u jego stóp.
Siekiera upadła na trawę przed domem drwala. Ojciec Clausa, zaciskając dłonie na krwawiącej ranie, padł na kolana. Wciąż patrzył na syna jakby nie mógł pojąć tego co widzi. Miecz Clausa uniósł się. Jego oczy płoneły wewnętrznym, lodowatym ogniem.
-Giń ku chwale i radości Pana Krwi. Niech twa dusza nigdy nie zazna spokoju!- syknął ten, który do niedawna był chłopcem i ciął zamaszyście znad prawego barku. Krew bryznęła na drzwi starej chaty...


Konor.
komentarz[26] |

Komentarze do "Claus"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   W którym dziale trzeba więcej artykułów?
Bestiariusz
Przygody
Opowiadania
Zdolności
Przedmioty
Profesje
Postacie
Miejsca
Zasady
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Wilkołak
   Wiedźmin
   Elfia Wdzięcz...
   Chart
   Skarb Piramidy
   Tworzenie Pos...
   Świątynia Upa...
   Płomienie Smo...
   Dzieci Rogate...
   Zew Krwi

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.023753 sek. pg: