..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0


Gdy wyszedł na zewnątrz słońce wisiało już nad drzewami, a na ulicach krążyło coraz więcej ludzi. Postanowił najpierw odwiedzić posterunek Straży Miejskiej. Przysadzisty wąsaty sierżant z wtopionymi w fałdy tłuszczu świńskimi oczkami, na którego wamsie znajdowało się menu z zeszłego tygodnia, nie oświecił go jednak żadnymi przełomowymi informacjami. Udał się następnie do medyka, który przeprowadzał autopsję, ten jednak wykazywał małe chęci współpracy do momentu, w którym dowiedział się, z kim ma do czynienia. Zaprowadził go do pracowni.
- To jest przedostatnia ofiara owych napadów. – Oświadczył wskazując na martwą kobietę.- Do wczoraj była ostatnią.
- Co było przyczyną śmierci?
- W zasadzie nie wiem. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Wygląda na to, że jedynymi ranami są te dwa niewielkie nakłucia na karku. Po otwarciu ciała zauważyliśmy, że brakuje krwi oraz serca. Pozostałe organy są nietknięte.- Stwierdził z konsternacją. - Widzicie, bo my medycy… - Zaczął po chwili z namaszczeniem.
- Nie interesuje mnie, co „wy medycy”. – Przerwał chłodno Tyrus. – Coś jeszcze udało się wam ustalić?
- Dwie z pięciu kobiet były w ciąży, ale płód także zniknął. – Ciągnął dalej uczony. – Nie wiem, jakim cudem mogło się to stać. Podejrzewam jakieś złe moce…
- Od ustalenia tego jestem ja, więc byłbym wdzięczny za nie rozpowszechnianie takich podejrzeń. – Rzekł ostro Tyrus.
Brzydka gęba medyka pokryta wątrobowymi plamami nabrała mlecznej barwy. Skinął jednak głową na znak, że rozumie.
- Czy coś jeszcze interesującego jesteście w stanie mi przekazać? – Spytał spokojnym już tonem.
- Pracuję nad tym. – Odparł cicho. – Jak tylko się czegoś dowiem, przyślę do was mojego ucznia.
- Doskonale. Od razu zabierajcie się do roboty. – Stwierdził i wyszedł z pomieszczenia zostawiając medyka samego.
Gdy opuścił pracownię uzdrowiciela słońce przyglądało się mu z wysoka. Miał dość tłumaczenia się kim jest, więc poszedł przywdziać służbowy strój. Dowiedziawszy się, gdzie znajduje się gospoda „Pod wierzbą wisielców”, ruszył powolnym krokiem w jej stronę.
Tak jak powiedział staruszek z „Białych mieczy”, w konkurencyjnej karczmie panował niemały tłok. Gdy wszedł do środka od razu w jego nozdrza uderzyła potężna fala smrodu. Odór niemytych i zapoconych ciał unoszący się w powietrzu przyprawiał o mdłości. Wewnątrz znajdowało się z trzydzieści osób, z czego chyba tylko karczmarz i trzech krasnoludów nie słuchało siedzącego w środku halfinga, widocznie znając już całą opowieść. Niziołek ubrany był w sięgające za kolana wyświechtane, brązowe spodenki oraz niegdyś białą koszulę. Przy skórzanym pasie zwisała sakiewka oraz krótki miecz. Owalna twarz z nosem w kształcie kartofla, zielonymi oczami, obfito zarośniętymi brwiami oraz szeroko rozstawionymi zębami, wydawała się Tyrusowi dziwnie znajoma. Brak dwóch małych palców przy lewej stopie sprawiło, że na jego twarz powoli wpełzł uśmiech. A więc tu jesteś mały skurwielu… mogłem się domyślić.
-…i wtedy z cienia wyszła ona. – Opowiadał halfing, żywo przy tym gestykulując. - Cudowna kobieta w białej sukni kroczyła majestatycznie przez mrok, jednak za nią… podążało jej piekielne piętno. Widziałem jak spod jej sukni wydobywały się stróżki dymu, a gdy jej ciało ogarnął blask księżyca jej dłonie powędrowały między piersi. Wbiła palce w ciało i rozerwała je torując drogę diabłu…
Gdy opowieść zaczynała przybierać coraz bardziej dramatyczny obrót, Tyrus wyszedł przed mur spoconych ciał. Na jego widok słowa ugrzęzły niziołkowi w gardle, a z jego twarzy odpłynęła krew. W karczmie zapanowała głucha cisza mącona jedynie przez odgłosy latających much. Skrzypnęły drzwi, potem raz jeszcze, i znowu. Ludzie z okolic drzwi zaczęli pospiesznie opuszczać karczmę.
- Theo Beerwodzie. – Odezwał się w końcu. – Pójdziecie ze mną.
- A… ale… - Zaczął halfing.
Tyrus zamachnął się i wierzchem dłoni uderzył biedaka w twarz. Ten zatoczył się i wylądował pod stołem. Wraz z krwią, na podłogę wypluł cztery zęby, a z jego oczu popłynęły łzy.
- Nie ma żadnego „ale”. – Warknął.
Gdy spojrzał po zgromadzonych wszyscy stali ściśnięci by znaleźć się jak najdalej od niego, a ich twarze były białe jak płótno. Podszedł i kopniakiem zmusił Theo do podniesienia się.
- Słuchaj, ja chciałem ci sfrócić te pieniąse… moja ciocia Ala zachorofała i pofebofałem... – Zaczął halfing, gdy znaleźli się już na zewnątrz.
- Pierdolę twoją ciotkę. – Przerwał ostro Tyrus. – Za chwilę będziemy mieli dużo czasu na rozmowę.
- Błagam…nie…
Szli ulicą wzbudzając ogólne zainteresowanie pospólstwa, które gdy tylko rozpoznało, kto idzie od razu przypominało sobie o niezałatwionych sprawach i oddalało się pospiesznie w przeciwnym kierunku.
- Tyrus Larthron. Łowca czarownic… - Przeczytał głośno kapłan Sigmara. – Spodziewałem się kolejnych z was, ale nie sądziłem, że sam arcykapłan zaingeruje…
- Oczywiście, możecie skorzystać z naszego pomieszczenia do przesłuchań. – Ciągnął dalej, gdy Tyrus milczał. – Ten akolita cię zaprowadzi. – Stwierdził wskazując na małego, chudego człowieka o łysej głowie i zwisających z twarzy fałdach skóry.
- Pozostałych pięciu niech czeka na mnie nim minie połowa kaganka.
Zeszli krętymi schodami dwa piętra w dół zatrzymując się na chwilę przy drzwiach do najniższego poziomu. Akolita przez moment dyskutował z grubym strażnikiem, którego oczy były nienaturalnie niebieskie, zęby spiłowane, a po odrąbanym nosie zostały jedynie dwie szczeliny. Na dodatek strzępy ubrań, które miał na sobie, całe były usmarowane niezidentyfikowanymi substancjami. Tyrus obawiał się także, że wraz z nosem gość utracił węch, bo czuć było, że od dawna nie zaznał kąpieli. Ostatecznie jednak strażnik przepuścił ich bełkocząc coś niezrozumiale podczas otwierania ciężkich metalowych drzwi. Gdy przemierzali korytarz zza drzwi cel wydobywały się bliżej nieokreślone dźwięki i zawodzenia. Ponadto wszędzie unosił się przenikliwy smród odchodów i tym podobnych wydzielin. Na samym końcu znaleźli drzwi, za którymi znajdowała się pracownia łowców czarownic. Nowicjusz otworzył drzwi i stwierdził, że poczeka ze strażnikiem. Gdy Tyrus wszedł do środka blask trzymanego przez niego kaganka rozświetlił pomieszczenie. Znajdował się w nim wielki piec, naprzeciw którego stał długi wąski stół. W czterech rogach jego blatu wywiercone zostały dziury, przez które przewleczono łańcuchy z kajdanami. Wszystko musiało od dawna być nieużywane, gdyż tak samo na kajdanach jak i narzędziach rozłożonych na piecu pojawiły się drobne ślady rdzy. Łowca przykuł szamoczącego się halfinga do stołu, a następnie napiął łańcuchy dwiema korbami znajdującymi się pod blatem.
- A więc panie Beerwood. Jako, że jesteś świadkiem objawienia się złych mocy w tym mieście nie zabiję cię od razu. – Przemówił Tyrus. – A teraz opowiesz mi wszystko, co widziałeś.
- Błagam…offam fyfkie pieniąfe…- Zaczął płaczliwie Theo.
- MILCZ! – Wrzasnął Tyrus. – Wyjaśnijmy sobie coś. Ja pytam ty odpowiadasz. Nic więcej. Każde twoje odezwanie się bez pozwolenia i nie na temat będzie karane utratą kolejnych palców. Zaczniemy tam gdzie jest ich najmniej… - Stwierdził i odciął sztyletem kolejnego palca od stopy, przy której brakowało już dwóch.
Niziołek wygiął się z bólu i zawył przeraźliwie pogrążając się w spazmie płaczu. Z miejsca, w którym niedawno był jeszcze palec, pociekła strużka krwi. Oprawca wyrzucił niepotrzebny już nikomu kawałek mięsa, następnie podszedł i szybkim siarczystym policzkiem nieco uspokoił roztrzęsionego i wciąż wrzeszczącego halfinga.
- Coś zobaczył? – Zapytał spokojnie.
- N…nn…nnis…- Wyjąkał.
- Nic? Czyli wszystko, co tak namiętnie opowiadałeś to czyste bujdy? – Zapytał zawiedziony.
- Pla…fta jak s..sło..ńse na nie..bie. – Wycharczał ciągle płacząc.
- Bawisz się ze mną?! Chcesz stracić kolejnego palca?! – Zirytował się kat.
- N..nie błagam. – Wykrztusił Theo. – To…fy…fko prafta. Posfól sze fyjaśnię.
- Mów.
- F mieśsie jef człofiek, kfórego nasyfają Szepfacz…- Powiedział spokojniej już, nieco się zapluwając przy tym. – Fo on mnie fynajął szebym rospofiafał fe szeczy…
- Po co?
- Nie fiem…
- Nie wiesz? Ależ szkoda, więc teraz czwarty palec czyż nie? Matematyka nigdy nie była moją mocną stroną…
- Pfysięgam! Pofiesiał szebym rospofiafał fo co pofiesą mi sieci, kfóre pfyprofasiła jakaś kobiefa!
- Dzieci? Hmmm…ciekawe. Gdzie znajdę tego Szeptacza?
- Ni..e fiem…
-Nie wiesz...Trudno. – Stwierdził Tyrus pozbawiając go kolejnego palca.
Szkarłatna ciecz trysnęła zabryzgując stół dookoła. Halfing szarpnął łańcuchem, w które zakuta była jego noga tak mocno, że zdarł z niej skórę. Powietrze przeciął przeraźliwy krzyk bólu i cierpienia. Na ustach niziołka pojawiła się piana, którą zaczął się dusić. Wykrzykiwał coś niezrozumiale przepraszając za wszystko, wzywając bogów na świadków, że odda pieniądze, żeby go nie bić, że ma rodzinę i tym podobne. Łowca czarownic spokojnie poczekał, aż Theo nieco się uspokoi, poczym silnie, otwartą dłonią uderzył go w twarz. Po chwili nic nie mąciło ciszy prócz stłumionych krzyków zza drzwi i cichego szlochu halfinga.
- Wierz mi, mogę ci zaprezentować, co znaczy słowo „cierpienie”. – Warknął Tyrus. – Lepiej mów mi wszystko, bo sprawię, że będziesz umierał godzinami w nieziemskich katuszach.
- F…f…fiem fylko sze f p..porcie…j..jef knaj..pa „Mo…fka fobycz” ba..rman…on fyfko fie…
- „Morska zdobycz”? Doskonale. Przyślę lekarza żebyś mi tu nie wykitował, a jeśli to okaże się nieprawdą wiedz, że tu wrócę, a wtedy nie będę już tak uprzejmy.
Theo nic nie odpowiedział pogrążając się w płaczu. Tyrus wyszedł zostawiając niziołka w ciemnościach. Zastał akolitę na zawziętej dyskusji na temat klepsydr kolekcjonowanych przez wartownika. Wysłał go by ten opatrzył rany przesłuchiwanego, sam natomiast podszedł i odwrócił największą z klepsydr.
- Gdy piasek się przesypie zabij halfinga. – Szepnął Tyrus wciskając złotą monetę w tłustą łapę stróża.
Grubas ugryzł monetę, po czym uśmiechnął się obnażając żółte spiłowane zęby i skinął na znak zgody.

***





strony: [1] [2] [3]
komentarz[40] |

Komentarze do "Zew Krwi"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   W którym dziale trzeba więcej artykułów?
Bestiariusz
Przygody
Opowiadania
Zdolności
Przedmioty
Profesje
Postacie
Miejsca
Zasady
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Wilkołak
   Wiedźmin
   Chart
   Elfia Wdzięcz...
   Skarb Piramidy
   Świątynia Upa...
   Tworzenie Pos...
   Płomienie Smo...
   Dzieci Rogate...
   Słudzy Chaosu

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.075605 sek. pg: