..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Zew Krwi



Czarną niczym węgiel skórę przecinała sieć żył, które żarzyły się jakby w ich wnętrzu szalał ogień piekielny. Gorące powietrze falujące nad jego cielskiem sprawiało, że blask księżyca wdzierający się przez okno jakby tańczył wokół niego. Dwa sierpowato zakrzywione rogi wyrastały z jego łba niczym dwa dęby na bezdrzewnej polanie. Pomiędzy nimi znajdowały się dwa czerwone ślepia, w których jakby kipiała i wirowała krew. Na barki spływały kruczoczarne o rdzawych końcówkach włosy. Krawędzie nozdrzy rozżarzały się z każdym oddechem jak tlące się ognisko, w które uderza wiatr. Ogromne ramiona grubością dorównywały karkom najdorodniejszych byków. Gdy zaciskał palce szpony drapały wewnętrzną część mocarnej dłoni uwalniając kilka iskier. Kroczył powolnym krokiem w jego stronę zostawiając po sobie zwęglone ślady, a z miejsca gdzie jego stopy stykały się z drewnianą podłogą słychać było skwierczenie drewna. W prawej łapie dzierżył ogromny miecz z wciąż rozgrzaną do czerwoności klingą jakby dopiero, co wyciągnięto ją z pieca.
Gdy dotknął plecami ściany mało nie dostał zawału. Serce łopotało mu jak gołąb schwytany w klatkę, do której właśnie zbliża się kot. Szukał jakiejkolwiek drogi ucieczki lub możliwości obrony, ale pochwa z mieczem wisiała na wieszaku obok drzwi, które znajdowały się za wciąż zbliżającym się monstrum. Chciał się modlić, ale z umysłu ulotniły się wszystkie modlitwy ustępując miejsca trwodze i panice. W końcu zamknął oczy błagając w myślach o szybką śmierć. Czuł jak po jego ciele spływają krople, a raczej rzeki potu. Mokre włosy przyklejały mu się do czoła szyi i ramion. Wszędzie wokół unosił się smród siarki, a w ustach zalegał słony smak. Żar, w apogeum swojego gorąca sprawił, że spod jego skóry zaczęły wystrzeliwać żyły. Wydawało mu się, że jego bebechy zamieniły się w zupę a krew zaczyna kipieć. Nieodparte wrażenie, że bestia zatrzymała się przed nim i wpatruje się w niego swoimi pełnymi nienawiści ślepiami doprowadzało go na skraj szaleństwa. Słyszał jak deski przed nim smażą się pod stopami demona. Czemu jeszcze nie rozpłatał mi łba? - Pytał w myślach sam siebie.
Chwila wyczekiwania była tak długa, a cierpienie tak nieziemskie, że ostatecznie otworzył oczy z zamiarem pouczenia go, co należy teraz zrobić. Gdy jednak uchylił powieki zobaczył jedynie spowite ciemnością deski sufitu. Leżał nagi, mokry od potu na pościeli w dotyku przypominającej obecnie oszczaną szmatę. Z trudem łapiąc oddech poczuł jak jego ciało ogarnia nagły chłód przywołując gęsią skórkę. Przez otwarte okno, wraz z księżycowym blaskiem, wdzierało się do wnętrza pokoju zimne nocne powietrze. Zamknąwszy je odwrócił się by obejrzeć pomieszczenie. Odruchowo sięgnął do pasa po sztylet, jednakże nie znalazł tam ani jednego ani drugiego. Stwierdziwszy jednak, że kiecka na wieszaku nie stanowi zagrożenia powrócił do rekonesansu komnaty.
Od strony jego prawego ramienia, poza wieszakiem z zarzuconą na niego suknią stojącym obok drzwi, w pokoju znajdowały się także dwa fotele z stojącym pomiędzy nimi stołem. Wszędzie leżały porozwalane damskie i męskie części garderoby oraz powywracane, niestety puste już butelki. Po lewej stronie, u stóp łóżka stała wielka dwuskrzydłowa szafa, na której spokojnie zwisały sobie spodnie. Gdy jego wzrok powędrował na łóżko znalazł w końcu właścicielkę sukni. Kobieta śpiąca na jego posłaniu obdarzona została niesamowitą urodą. Linia jej ciała sunęła niczym fala po spokojnym morzu. Jedna z rąk wciśnięta była pomiędzy poduszkę, a głowę. Zgrabny nosek, pełne usta, cudowne szafirowe oczy skryte pod zamkniętymi powiekami. To wszystko znajdowało się na twarzy skąpanej w płowych włosach sięgających ramion. Druga ręka przysłaniała jedną z mieszczących się w dłoni, ale jędrnych piersi. Ugięta w kolanie noga skrywała jej najsłodszą tajemnicę. Pamiętał jednak, że nie tak dawno miał okazję dokładnie ją poznać. Ilu mężczyzn przede mną szlifowało twoje uda? - Pytał ją w myślach. Aż trudno było pomyśleć, że kobieta o tak niespotykanej urodzie mogła pracować w burdelu. Poczuł nagłą chęć powrotu do łóżka, spojrzawszy jednak na mokre miejsce obok niewiasty szybko się rozmyślił. Zaczął kompletować swój strój, a wcisnąwszy się w niego, odnalazł jeszcze niedokończoną butelkę, wiec postanowił zmienić ten stan rzeczy. Zapalił stojącą na stole świecę i pochwycił swoją szklankę. Resztki niedopitego wina zdążyły zaschnąć już na ścianach naczynia pod wpływem bombardowania przez kurz. Uznawszy skrawek sukni za dobre narzędzie do wyczyszczenia szkła oczyścił je ze wszelkich zanieczyszczeń i nalał sobie hojnie.
Gdy się ocknął niebo zaróżowiło się już, a zza drzew odległego lasu nieśmiało wyglądały pierwsze słoneczne promienie. Świeca wypaliła się niemal do końca, a niewielkie ilości wosku rozlały się na blat stołu. Szklanka stała wciśnięta pomiędzy jego udo, a oparcie fotela, butelka natomiast bokiem spoczywała na jego nogach. W miejscu, nad którym znajdował się gwint pojawiła się niewielka różowa plama. Przetarł otwartymi dłońmi zaspaną twarz i odstawił oba naczynia na stół. Podniósł wzrok na łóżko, by w świetle poranka lepiej przyjrzeć się kobiecie. Nie spała. Leżała wsparta na łokciu, pozwalając by włosy swobodnie oplotły jej szyję i ramiona, przyglądając się mu uważnie oczami wyglądającymi jak dwie sadzawki. Snopy światła padające na jej ciało sprawiały wrażenie jakby w łóżku leżał anioł. Siedział przez chwilę podziwiając wdzięki niewiasty, z która przyszło mu spędzić ostatnią noc.
- Co się stało? – Zapytała po chwili milczenia robiąc minę dziecka, któremu zabrano cukierka. – Źle ci było przy mnie?
- Nie… nie mogłem spać. – Odparł.
- Koszmary? Biedactwo, niech cię przytulę… - Powiedziała zataczając kręgi wskazującym palcem wokół sutka prawej piersi.
Poczuł jak mięsień między nogami zaczyna powoli twardnieć.
- Nie mam czasu. Przyjechałem tu w pewnej sprawie i im szybciej ją załatwię, tym lepiej. – Stwierdził z trudem powstrzymując się by nie zerwać z siebie koszuli i nie ściągnąć spodni. – Zapewne jednak, nie omieszkam skorzystać i dzisiejszego wieczora z twojego towarzystwa.
- Zawsze do usług. – Odparła z uśmiechem.
- Powinnaś zmienić dewizę. – Oznajmił. – Schodzę na dół. Za chwilę zjawi się tu jakaś służka, która przygotuje ci kąpiel. Gdy już się doprowadzisz do odpowiedniego stanu zejdź i zjedz, co zechcesz.
- Jak sobie życzysz. Będę czekać na ciebie wieczorem słodziutki.
Westchnął jedynie i wyszedł z pokoju. Gdy zszedł na dół, w sali zastał jedynie karczmarza stojącego za ladą umiejscowioną na szczycie pięciu kamiennych stopni i dwóch rosłych ochroniarzy stojących po obu stronach wejścia. Oberża była jednym z przyzwoitszych budynków tego typu. Było tu czysto i schludnie, w powietrzu poza zapachem potraw przygotowywanych w kuchni nie unosił się żaden smród jak to zwykle bywa w spelunach. Gospodarz na dodatek dbał o wystrój wnętrza. Na ścianach znajdowały się freski przedstawiające najrozmaitsze sytuacje. Chłopa orającego pole w promieniach południowego słońca na tle twierdzy z czarnego kamienia, barda przygrywającego jakiejś damie odzianej w czerwone szaty, polowanie na niedźwiedzia, rycerza przyglądającego się doskonaleniu fechtunku przez jego żołnierzy, i wiele innych.
- Dzień dobry Panie! – Krzyknął karczmarz wyrywając go z objęć zadumy.
- Dzień dobry. – Odpowiedział wspinając się po stopniach by stanąć naprzeciwko oberżysty.
Był to człowiek w podeszłym już wieku. Zmarszczki, długa siwa broda oraz włosy nadawały mu wyraz kochanego dziadka. Miał na sobie czerwony kubrak z pozłacanymi guzikami, a przez prawe ramię przewieszoną niebieską szarfę obszytą białą koronką. Pod brodą zauważył, że na szyi zwisa gruby złoty łańcuch z ozdobną kryształową gwiazdą. Tyrus zastanawiał się, czy to czasem nie pod wagą owego naszyjnika staruszek się tak garbi. Za gospodarzem zajmującym się obecnie wycieraniem szklanki stała wystawka złożona z dostępnych tu trunków.
- Nie powinniście znaleźć sobie kogoś na zastępstwo? W waszym wieku powinno się odpoczywać…
- Od trzydziestu czterech lat prowadzę tę karczmę i dopóki będę mógł, dopóty za ladą stać będę. Poza tym córki mi pomagają, ale dziękuję za troskę. – Odparł gospodarz odsłaniając bezzębne różowe dziąsła w uśmiechu. – W czym mogę wam pomóc?
- Wyślijcie jedną z córek by przygotowała balię z wodą na kąpiel dla kobiety w moim pokoju. Gdy już się umyje i doprowadzi do porządku dajcie jej do zjedzenia to, czego zażąda. Jak wrócę zapłacę za wszystko.
- Jak sobie życzycie, Panie.
- Ah, jeszcze jedno. – Przypomniał sobie Tyrus. –Jesteście miejscowi, więc może powiecie mi jak naprawdę sprawa wygląda z tymi zabójstwami?
- Kolejny łowca nagród?
- Niekoniecznie.
- Cóż… Dowiecie się ode mnie tego samego, co od każdego przechodnia. – Stwierdził starzec wracając do czyszczenia szklanki.
- Mówcie.
- Ech…Wszystko zaczęło się jakieś trzy miesiące temu…Ludzie zaczęli znikać, ale z początku nikt tym się zbytnio nie przejął, bo ludzie znikali zawsze. Straż Miejska niby tam wszczynała śledztwa, ale szybko rezygnowali z poszukiwań, bo nie znajdowali żadnych śladów. Dopiero, gdy ludzie zaczęli gadać, że w nocy słychać przeraźliwe wrzaski, i że jakiś zły duch zalągł się w mieście, sprawa nabrała rozgłosu. Pojawił się także świadek, który rzekomo widział napastnika. Ma to jakoby być piękna kobieta, która po wyjściu z ciemności zamienia się w koszmarnego demona, który wysysa duszę ze swej ofiary. Oczywiście Straż Miejska go olała, a pospólstwo z namiętnością słuchało i słucha nadal jego opowieści. Pokazał gdzie widział potwora no i ludzie zaczęli gadać, że rzeczywiście czuć złowrogą aurę w tym miejscu. W końcu okoliczny drwal znalazł kilku zaginionych. Twierdzi, że myślał najpierw, iż śpią, ale gdy podszedł poczuł odór śmierci. Później stopniowo odnaleziono resztę ciał. Niektóre jedynie po odzieży lub innych szczegółach można było rozpoznać, bo już gniły.
- Mhm…A wiecie, co było przyczyną zgonu? – Zapytał Tyrus.
- Właśnie dochodzę do tego, Panie. Otóż z początku nie mogli się dopatrzyć żadnych ran. Chciano przeprowadzić sakcję czy jak to się tam nazywa, ale nasz medyk to częściej pijany jak trzeźwy, a jeśli już to na kacu. No, ale przyczyny trzeba było się dopatrzyć, więc posłali po profesjonalistę z Talabheim. Zjawił się w cztery dni po wysłaniu gońca, ciała jednak nie czekały tak długo i zdążyły zetleć. Zamknął się jednakże z nimi w pracowni zabierając ze sobą jedynie jakiegoś skrybę i ucznia, który z nim przyjechał. Słońce już drugi raz się chowało nim wyszli zdać raport. Z tego, co mi wiadomo, to w żyłach ofiar nawet kropli krwi nie znaleźli. Serca też brakowało, a jedyne rany, jakie znaleziono to dwie dziurki na karku. Ktoś stwierdził, że to wampir i ludzie zaraz to podchwy…- Staruszek wnet przerwał pod wpływem nagłego kaszlu.
Uderzył gwałtownie cztery razy pięścią w pierś, odchrząknął i splunął zieloną plwociną do żelaznego cebrzyka, następnie nalał sobie wody w szklankę, którą wcześniej tak namiętnie czyścił.
- Dobrze się czujecie? – Zapytał Tyrus.
- Tak. Wybaczcie, czasami od gadania zasycha mi w gardle i nachodzi mnie ten cholerny kaszel. – Wypił jednym haustem całą wodę i ponownie zapełnił naczynie. – Na czym to ja skończyłem?
- Na wampirze…
- No… Tak, jak mówiłem jedni gadają, że wampir drudzy, że istota, która przedarła się z piekła do naszego świata. Gdy ataki wciąż trwały ludzie zawrócili się z prośbą o pomoc do świątyni Sigmara. Kapłani odprawili szereg egzorcyzmów, ale i to nie pomogło. Przybyło także pięciu łowców czarownic z Talabheim i co dziwne nie zaczęli jeszcze pracy. Morderstwa jednak nie ustały, a ludzie boją się po zmierzchu z domów wychodzić.
- Mmm… Rozumiem. A gdzie znajdę tego świadka, co to niby widział owego demona?
- W zasadzie świadków jest… było czt… dwóch. – Stwierdził staruszek marszcząc brwi w geście głębokiego zamyślenia i wspierając brodę na dwóch palcach.
- Jak to „było”?
- No cóż… Jeden siedzi w karczmie „Pod wierzbą wisielców” i opowiada te swoje historyjki. Cholerny fiut przyciąga tam klientów i widać, jaki mam ruch. Drugi… No cóż, znaleziono go martwego w łóżku jego własnego domu. Bez kropli krwi i z podobnymi ranami na szyi.
- Co za nieszczęście… Dobrze, dziękuję wam za informacje. – Oświadczył Tyrus zostawiając złotą monetę na ladzie.
- Ależ proszę. – Odparł oberżysta z uśmiechem chowając pieniążek w kieszonce kubraka.




strony: [1] [2] [3]
komentarz[40] |

Komentarze do "Zew Krwi"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   W którym dziale trzeba więcej artykułów?
Bestiariusz
Przygody
Opowiadania
Zdolności
Przedmioty
Profesje
Postacie
Miejsca
Zasady
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Wilkołak
   Chart
   Wiedźmin
   Skarb Piramidy
   Świątynia Upa...
   Elfia Wdzięcz...
   Płomienie Smo...
   Tworzenie Pos...
   Dzieci Rogate...
   Słudzy Chaosu

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.021261 sek. pg: